Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 maja 2014

Wyścig, jakiego w Polsce jeszcze nie było. Za miesiąc rusza “Jeziorak Challenge”


Za miesiąc – 7 czerwca – najdłuższe jezioro w Polsce będzie areną niecodziennego pojedynku. Biegacz stanie tam do rywalizacji z żeglarzem. Kto pierwszy pokona jeden z siedmiu nowych cudów Polski?

Jezioro Jeziorak to jezioro rynnowe, najdłuższe naturalne jezioro w Polsce, największe na Pojezierzu Iławskim i trzecie po Śniardwach i Mamrach w “Krainie Tysiąca Jezior”. Stanowi część szlaku Kanału Elbląskiego. W 2012 roku Jeziorak uznany został przez czytelników magazynu podróżniczego „National Geographic Traveler” za jeden z siedmiu nowych cudów Polski.
7 czerwca – w niecodzienny sposób – dwóch zawodników, reprezentujących różne dyscypliny sportowe, pokaże, że Jeziorak i jego okolice to doskonały teren do wszelkich aktywności wodnych i lądowych. Obaj pochodzą z Iławy. W ramach wyścigu „Jeziorak Challenge” pokonają trasę o długości 70 km. Michał Złotowski, który specjalizuje się w biegach górskich, obiegnie Jeziorak dookoła. Trasa, którą pokona, wiedzie przez obszar Parku Krajobrazowego Pojezierza Iławskiego, jednego z najatrakcyjniejszych obszarów przyrodniczych w kraju. Karol Górski, znany żeglarz, który wielokrotnie reprezentował Iławę w regatach meczowych, popłynie z południa na północ i z powrotem. Żeglować będzie jachtem regatowym klasy 730. Start i metę zaplanowano w Iławie, na południowym krańcu najdłuższego jeziora w Polsce.

W czasie wyścigu powstawać będą zdjęcia do spotu promocyjnego Jezioraka. Kamery umieszczone zostaną na jachcie, na samochodzie, który będzie towarzyszyć biegaczowi, a także na dronach, które będą wykonywać ujęcia z powietrza. Położenie zawodników będzie można śledzić dzięki specjalnej aplikacji na profilu „Jeziorak Challenge” na Facebooku. Tam też, dzięki kamerom, które rejestrować będą przebieg wyścigu, odbywać się będzie relacja na żywo.

Organizatorem wyścigu jest miasto Iława, a współorganizatorami – firma Sailing Event, Nadleśnictwo Iława oraz Zespół Szkół Ogólnokształcących im. Stefana Żeromskiego w Iławie. Wyścig wspierają firmy Salomon, Suunto, Agisko, PowerGym, Sportslab, Bricomarche, Rainmaker Yacht Club i hotel Port 110. Partnerem technicznym „Jeziorak Challenge” jest firma Kolaj FX, a partnerami medialnymi magazyn „Wiatr” i „Outdoor Magazyn”.

Przygotowania do wyścigu śledzić można na profilu „Jeziorak Challenge” na Facebooku.

wtorek, 10 grudnia 2013

Generał Zaruski





Drewniany tradycyjny kecz gaflowy jest obecnie najstarszym polskim żaglowcem. Nosi nazwisko Mariusza Zaruskiego, byłego kapitanaZAWISZY CZARNEGO, który jeszcze przed II wojną światową położył ogromne zasługi dla rozwoju żeglarstwa w Polsce. Mariusz Zaruski poświęcił wiele energii dla urzeczywistnienia idei szkolenia młodzieży na pokładach żaglowców. To m.in. jego działaniom należy zawdzięczać zakończoną sukcesem akcję zbierania funduszy na zakup żaglowca szkolnego DAR POMORZA. Z jego inicjatywy w 1938 roku złożono zamówienie na mniejszy żaglowiec w stoczni szwedzkiej. Gotową w 1939 roku jednostkę odebrano jednak dopiero po wojnie. Podczas wojny żaglowiec żeglował pod szwedzką banderą i pod szwedzką nazwą: KRYSWSAREN. W 1945 roku został przekazany Polsce i został przemianowany na Generała Zaruskiego, ale w 1948 roku znowu został przemianowany na MŁODĄ GWARDIĘ. W 1957 roku powrócił do dawnej nazwy. Przez wiele lat żaglowiec pływał z młodzieżą po wielu morzach. 3 listopada 2008 roku żaglowiec został kupiony przez Miasto Gdańsk, natomiast jego armatorem obecnie jest Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Jacht jest w stanie rewitalizacji.

DANE TECHNICZNE
Rok budowy: 1939 Pow. żagli: 315 m2
Typ: Kecz gaflowy Tonaż: 71 BRT
Dł. max: 28 m Załoga: 30 osób
Dł. kadłuba: 25,3 m Armator: Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji


Wys. max: - Materiał konstrukcyjny: drewno
Szerokość: 5,8 m Budowniczy: Szwecja
Zanurzenie: 3,5 m Silnik: 2 silniki pomocnicze "REKIN" o łącznej mocy 190 KM

wtorek, 5 listopada 2013

Kochankowie z Lipowej Wyspy - legenda znad Jezioraka...






Ilustracje do legend, spisanych przez Wiesława Niesiobędzkiego, wykonali uczniowie Szkoły Podstawowej nr 2 w Iławie. Na zdjęciu rysunek Joanny Zecha.
Autor: Adam Bartnikowski
Przy okazji różnych wpisów na temat jeziora Jeziorak obiecywałem, że opublikuję wkrótce jedną z legend, dotyczących wyspy Lipowy Ostrów. Jej autorem jest Wiesław Niesiobędzki, iławski historyk i pisarz.

Niedawno skontaktowałem się z Wiesławem Niesiobędzkim, pytając o zgodę na tę publikację. Wiesław - zresztą mój stary znajomy - nie tylko chętnie się zgodził, ale też przesłał mi nową, poprawioną wersję swojej legendy. Starszą wersję możemy znaleźć w książce "Kochankowie z Lipowej Wyspy - legendy znad Jezioraka" (okładka na zdjęciu obok), wydanej w 2004 roku - obecnie zresztą nie do kupienia. Autor znalazł w domowym archiwum egzemplarz tego unikatowego wydania i przesłał mi z przyjacielską dedykacją. Może warto by wznowić tę nietuzinkową książkę?

Na wyspie Lipowy Ostrów trwają prace rewitalizacyjne w ramach projektu, realizowanego przez Stowarzyszenie Miłośników Kanału Elbląskiego Navicula.




Zapraszam do lektury.

Adam Bartnikowski

Kochankowie z Lipowej Wyspy
Przed laty ta historia mocno poruszyła serca mieszkańców obydwu brzegów Jezioraka.
Jej bohaterami są: młody rybak Artur, mieszkający w maleńkiej rybackiej wiosce Siemiany oraz Gerda, córka bogatego grafa, właściciela włości leżących po drugiej stronie Jezioraka, rozciągniętych od Gubławek aż po Boreczno.

Artura i Gerdę los zetknął ze sobą pewnego letniego wieczoru, gdy Artur swoją łodzią wypełnioną sieciami wypłynął na jezioro.
Tamtego dnia Artur jeszcze przed zmierzchem odbił od brzegu, by zanim zapadnie noc znaleźć najlepsze miejsce na rozstawienie sieci. Do żniw było jeszcze daleko i tylko obfity połów sandacza, szczupaka i węgorza, mógł mu zapewnić zarobek niezbędny do utrzymania siebie i starych rodziców.
Młody rybak mocno pracując wiosłami wypłynął na środek Jezioraka i płynąc przesmykiem między Wyspą Lipową a Bukowcem. Wypatrywał miejsca przy brzegu, skąd byłoby widać głębinę sposobną do zarzucenia niewodu lub postawienia słępu.
Artur chociaż młody, był wytrawnym rybakiem, zawodu wyuczył się od swojego ojca i dziadka. Wiedział, że szczupaki i sandacze w letnią noc lubią żerować na głębokiej wodzie, ale wiedział też, iż niewód albo więcierz wypełniony połowem musi być ciągniony w stronę płycizny.
Dlatego wypatrywał głębiny niezbyt odległej od brzegu, tak by udało mu się o świcie wybrać wypełnione połowem sieci z wody.

Już noc otuliła jezioro ciemnością, gdy po opłynięciu Bukowca rybak skierował łódź w stronę Zielonej Wyspy, noszącej wtedy nazwę Heuwerder (Wyspa Sianowa).
Artur równo pracując wiosłami z przyjemnością chłonął niesiony podmuchem wiatru mocny zapach skoszonych za dnia traw, obficie porastających wyspę.
W pewnej chwili, czując zmęczenie ramion, dobił do wschodniego brzegu wyspy, wyszedł na brzeg i chcąc dać odpoczynek mięśniom wyczerpanym wiosłowaniem po szerokiej przestrzeni Jezioraka, położył się na kopie siana.
Patrząc na niebo usiane tysiącami gwiezdnych świetlików w myślach obliczał wysokość zarobku, jaki uzyska jutro za złowione ryby.
Do Siemian każdego ranka przyjeżdżali kupcy z dalszej i bliższej okolicy, którzy dobrze wiedzieli, ze ryby z Jezioraka ze względu na swój wyjątkowy smak uzyskują najwyższe ceny.

Dla Artura nie było tajemnicą, że funt sandacza z Jezioraka nawet na hali rybnej w Berlinie otrzymuje cenę o 25 fenigów wyższą od każdej innej ryby łowionej na jeziorach w Prusach Wschodnich. Dlatego prosił Boga o udany połów, od którego zależały los jego samego oraz jego starych rodziców.
Skończywszy modlitwę zdecydowanym ruchem ramion zepchnął swoją łódź na wodę, schwycił wiosła i popłynął w stronę zatoki Kraga, nad którą górowały czerwone mury pobudowanego na kamiennych fundamentach gubławskiego dworu grafa.
Na Kradze, w niewielkiej odległości od Gubławek, znajdowała się płytka zatoczka sąsiadująca z głębiną zazwyczaj obfitującą wielką ilością ryb.
Chociaż dobrze wiedział, że rybacy z Gubławek oraz sąsiedniej wioski Wieprz zaopatrujący w ryby swego grafa skrzętnie pilnują, by nikt obcy tutaj nie łowił. Pokonując dręczące go obawy, zarzucił swój niewód właśnie na tej głębinie.

Kończył zarzucanie sieci, gdy zza chmury wychynął księżyc i rzucając swój widmowy blask na wody zatoki, oświetlił kryjącą się w mroku szerokoburtą łódź Artura.
- Teraz mnie na pewno zobaczą, trzeba się dobrze ukryć.
Młody rybak wyrzucił ostatni pływak, schwycił za wiosła i skierował dziób łodzi w stronę płycizny brzegowej, gdzie chciał tam zastawić kilka słępów*, specjalnych sieci na węgorze, mocowanych do długich wbijanych w dno żerdzi.
Wtem, wbijając ostatnią już żerdź usłyszał, jak ponad pogrążonym w nocnej ciszy jeziorze biegnie niesione echem wołanie.
Zaniepokojony zatknął silnym ruchem ramion tykę słępa w dno i zastygł w bezruchu nasłuchując dobiegającego od brzegu wołania.
Nie był pewien, czy głos, który usłyszał był echem nawoływania rybaków strzegących łowiska, czy głosem wołającego o pomoc tonącego człowieka. A może były to mamiące swymi odgłosami fale i wiatr wędrujące od brzegu do brzegu po szerokiej płaszczyźnie jeziora?
Wszak na jeziorze nawet za dnia różne dziwne i tajemnicze rzeczy się dzieją, a co dopiero nocą, która jak wszyscy wiedzą nie tylko potęguje każde znane i nieznane zjawisko, ale też ma swój własny wymiar tajemnicy.
- Ratunku, pomocy!

Tym razem Artur wyraźnie usłyszał wołanie dochodzące od strony małej zatoczki wśród trzcin. Był pewien, że pomocy wzywał jakiś głos kobiecy.
Mocno odepchnął od siebie tyczkę słępa i chwycił wiosła.
Łódź uwolniona od ciężaru sieci rozbijając burtami fale, żwawo mknęła po wodzie w kierunku skąd dochodziło wołanie.
- Byleby tylko zdążyć na czas.
Ile sił w ramionach naciskał na wiosła. Był na środku Kragi, gdy usłyszał raz jeszcze rozpaczliwe wołanie.
Wtedy na tle rozgwieżdżonego nieba spostrzegł, jak ramiona walczącej o życie osoby rozbryzgują fontanny wody.
Bez namysłu wyskoczył z łodzi i popłynął na ratunek, szybko znalazł się w pobliżu tonącej, chwycił ją za ręce i próbował utrzymać głowę topielicy ponad wodą.
Tonąca traciła już przytomność, przez co nie zdając sobie sprawy z tego, co się dzieje, nieświadoma zamiarów ratownika rozpaczliwie chwytała Artura to za tors, to za ramiona i oplatając się wokół rybaka, ciągnęła go ze sobą pod wodę.

Niechybnie utonęliby oboje, gdyby nie szerokoburta łódź Artura, którą wiatr szczęśliwie podepchnął w ich pobliże.
Rybak walczący o życie swoje i tonącej dziewczyny dostrzegł łódź, zanurkował pod wodę, schwycił tonącą za biodra i nadludzkim wysiłkiem wyrzucił topielicę ponad powierzchnię wody i w ten sposób nieprzytomną dziewczynę przerzucił ponad burtą do łodzi.
Po czym sam wskoczył do łodzi, chwycił za wiosła i co sił w ramionach powiosłował w stronę brzegu Wyspy Zielonej.

Na wyspie, wiedziony niezawodnym instynktem człowieka od dzieciństwa zżytego z wodą, zdjął z dziewczyny przemoczone ubrania, ułożył ją na brzuchu, okrył ciepłym rybackim pledem i wziął się za krzesanie ognia.
Gdy ogień buchnął jasnymi jęzorami ciepła, ułożył przy nim wyłowioną z wody topielicę, która w chwilę później odzyskała przytomność i siadła przy ognisku.
– Co się stało, gdzie ja jestem? - zapytała, rozglądając się z n niepokojem w oczach.
– Ale ty jesteś piękna.
Słowa zachwytu same wyrwały się z usta Artura, gdy w świetle ogniska zobaczył jej twarz.
– Ktoś ty, skąd się wziąłeś?
Dziewczyna nachylając do ognia twarz, obiema rękami wyciskała ze swych długich splecionych w warkocz włosów, krople wilgoci.
Wtedy Artur przedstawił się pięknej nieznajomej i opowiedział, jak stawiając sieci usłyszał jej wołanie i z jak wielkim trudem udało mu się ją uratować.
- Zatem jestem twoją dłużniczką, zawdzięczam ci swoje życie Arturze z Siemian.
Dziewczyna objęła młodzieńca za szyję i wycisnęła na jego ustach gorący pocałunek, a zobaczywszy, że pod pledem jest całkowicie naga, jeszcze mocniej przywarła do swego wybawcy.
- Musimy wysuszyć nasze ubrania.

Artur oszołomiony ciągiem nagłych wydarzeń, zachwycony urodą dziewczyny i uszczęśliwiony nagrodą, jaka go nieoczekiwania spotkała, wstał od ognia, naścinał swym rybackim kordelasem gałęzi, powtykał je w ziemię wokół ogniska i porozwieszał na nich mokre suknie i ubrania.
Potem siedział z dziewczyną przy ognisku do białego rana i wysłuchiwał jej opowieści.
Uratowana z topieli najpierw mu powiedziała, że ma na imię Gerda i ze swym ojcem grafem von Jaskov mieszka w gubławskim dworze.
Potem ze łzami w oczach wyznała, że jej ojciec, właściciel włości leżących na wschodnim brzegu Jezioraka, postanowił ją wydać za starego, mocno pokracznego, ale za to bardzo bogatego kupca z Iławy.
- Niegodziwemu temu człowiekowi, po zgromadzeniu wielkiego majątku na handlu końmi i bydłem, przywidziały się koligacje arystokratyczne.
Mówiła połykając łzy
- Dlatego zaproponował ojcu, że wykupi jego długi i spłaci wierzycieli, jeżeli ja wyjdę za niego. Obiecał nawet, że jeśli po ślubie, dostanie pozwolenie na osiedlenie się we dworze w Gubławkach. Wtedy on jest gotów dać ojcu pisemną obietnicę rezygnacji z jakiegokolwiek posagu. Myślałam, że mi serce pęknie z rozpaczy, gdy ojciec przystał na propozycje tego pokracznego starca.
Gerda zwierzała się ocierając oczy i tuląc się do Gerarda.

– Uciekłam przed nimi obydwoma ze dworu, schowałam się w nadbrzeżnych szuwarach i przerażona myślałam o swoim przyszłym życiu, które miałabym spędzić przy boku takiego męża. Gdy przyszła noc i zobaczyłam skrzące się w jeziorze światła gwiazd kusząco piękne, wyszłam z szuwarów, zanurzyłam się w wodzie i chyba postanowiłam, że popłynę do nich. Ale na środku zatoki zlękłam się swego zamiaru i zawróciłam do brzegu, wtedy jednak opuściły mnie siły. Byłabym teraz tam, na dnie jeziora, gdybyś mnie nie uratował - dziewczyna pokazała błyszczące od blasku gwiazd wody Kragi.

Gdy o świcie wody jeziora zaczynały się rozjaśniać bladoróżowym oparem wstającego dnia, oboje Artur i Gerda przytuleni do siebie usnęli, grzejąc się blaskiem dogasającego ogniska i ciepłem swej rodzącej się miłości.
Koło południa Artur odwiózł Gerdę na brzeg zatoczki w pobliżu dworu jej ojca. Przed rozstaniem młodzi kochankowie przysięgli sobie, że będą się spotykać codziennie i nigdy nie pozwolą, by ich ktokolwiek rozłączył, bo prędzej mu się uda rozłączyć dwa brzegi Jezioraka, aniżeli ich oboje.
Od tamtej pamiętnej nocy Artur, przez całe lato, każdego wieczora odpływał od siemiańskiego brzegu i płynął w stronę Kragi, tam zabierał do swej łodzi Gerdę i oboje wierni swej miłości płynęli na wyspę.

Pod koniec lata fornal Sawic, dodatkowo wyznaczony przez grafa na fischermeistra wód oblewających jego włości, dostrzegł pewnego wieczora podczas obchodu wybrzeża, jak córka grafa zbiega ku jezioru i wsiada do rybackiej łodzi.
Sawic pewien tego, że otrzyma sowitą zapłatę zarówno od grafa, jak i od ubiegającego się o rękę jego córki, bogatego kupca z Iławy. Z łakomym błyskiem w oczach pobiegł do dworu, by powiadomić o swym odkryciu grafa i kupca z Iławy, który tego właśnie dnia przybył na dwór do Gubławek w celu spisania przedślubnej intercyzy.
Graf rozwścieczony nieposłuszeństwem Gerdy, nakazał Sawicowi, by wezwał wszystkich rybaków z jego majątku i razem z nimi pojmał, jego wiarołomną córkę oraz jej podstępnego kochanka.
Wtedy kandydat na zięcia zachwycony stanowczością grafa, wyznaczył wysoką nagrodę dla tego, czyja łódź pierwsza doścignie uciekinierów.
Podnieceni obietnicami sowitego zarobku rybacy z Wieprza, którzy już dawno temu obiecali sobie, że dadzą nauczkę rybakowi z Siemian za to, że pozwalał sobie łowić rybę w ich rewirze, wypłynęli w cztery łodzie na jezioro i ruszyli w pościg za uciekinierami.

Artur widząc zbliżający się coraz bardziej pościg rybaków z Wieprza w mig zrozumiał, że jedynym ratunkiem jest szybka ucieczka. Powiedział Gerdzie, by przesiadła się na rufę, tak by dziób łodzi uniesiony ku górze nie hamował biegu łodzi. Lecz Artur wiosłował sam, zaś na każdej łodzi rybaków było po dwóch wioślarzy i mimo szalonego wysiłku Artura odległość pomiędzy nimi malała metr po metrze.
- Tylko do Lipowej, żeby przynajmniej zdążyć do Lipowej Wyspy. Tam powinni być rybacy z Siemian, oni nam na pewno udzielą pomocy - Artur ze wszystkich sił naciskał wiosła.
Gdy łódź uciekinierów była już na środku szlaku pomiędzy Bukowcem a Wyspą Lipową i od brzegu Lipowej dzieliło ich najwyżej trzysta metrów, jezioro nagle pokryło się siecią gęstych zmarszczek i chwilę potem powiał silny wiatr,
- To oznaki nadchodzącej od południa letniej burzy, musi się nam udać - wykrzyczał przez zaciśnięte zęby młody rybak. – Mamy wiatr od Gierczaków, wieje prosto w burtę naszej łodzi, zniesie nas za wyspę i tam się skryjemy. Ich na pewno zdryfuje na pełne jezioro. Kładź się tam, Gerdo.
Pokazał na dno łodzi, stanął na rufie i próbował wiosłem nadawać kierunek dryfującej łodzi.

Jego wysiłki jednak na nic się nie zdały, bo chociaż pośród nagle zapadłych ciemności stali się niewidoczni dla pogoni, to jednak tężejący z każdą chwilą wiatr rzucał łodzią niczym łupinką orzecha. Rosnące fale, jedna po drugiej, co i raz przelewały się przez burtę do środka. Grozę potęgowały uderzenia piorunów i zygzaki błyskawic rozrywające na strzępy ciemność nocy.
Łódź Artura była już blisko krańca wyspy i gdy wydawało się, że uciekający zaraz znajdą się pod bezpieczną osłoną jej brzegów rozległ się potężny huk gromu, a niebo rozdarła ogromna błyskawica.
Artur oślepiony jej blaskiem zatoczył się i upadł na zawietrzną burtę powodując duży przechył. Do środka wdarło się jeszcze więcej wody i łódź wywróciła się do góry dnem, kryjąc pod sobą uciekających przed pościgiem kochanków.
Dopiero dwa dni później, siemiańscy rybacy wracający z nocnego połowu, znaleźli u brzegów Lipowej Wyspy splecione ze sobą w mocnym uścisku martwe ciała Gerdy i Artura.

Powiadomiony o tym Graf, przerażony swym zaślepieniem i porażony stratą jedynej córki, pobił do utraty przytomności chciwego nagród fornala Sawica i przegonił go z dworu razem ze swym niedoszłym zięciem. Co jednak w żaden sposób nie mogło ukoić jego tęsknoty za córką.
Zrozpaczony graf, przeklinając swoje zaślepienie oraz młodego rybaka, który według niego był sprawcą całego nieszczęścia, każdego dnia chodził nad brzeg jeziora i powierzał jego wodom swoją niemą boleść i żal.
Takim ujrzała go piastunka jego córki. Stara kobieta była powierniczką Gerdy i znała jej wszystkie tajemnice. Widząc rozpacz grafa opowiedziała mu o tym, jak doszło do spotkania jego córki z Arturem i co tak naprawdę było przyczyną jej śmierci.
Wtedy graf zrozumiał wszystko, swoje zaślepienie cierpienie córki i miłość nieżyjącej młodej pary.

Wrócił do dworu, zamknął się w kaplicy i całą noc modlił się przed ołtarzem o łaskę boską i wybaczenie.
Uspokojony modlitwą, zaraz z samego rana nakazał dworskiemu cieśli zbudować na brzegu Kragi w miejscu, z którego jego córka rzuciła się w wody zatoki, ozdobną altankę, która byłaby mu pamiątką po utraconej jedynaczce.
Potem wsiadł do powozu i udał się do kościoła w Borecznie, by zamówić u proboszcza mszę za zbawienie dusz obojga młodych kochanków. Poprosił też księdza, by wyprawił Gerdzie i jej dzielnemu wybawcy uroczysty pogrzeb.
Proboszcz jednak wzdragał się na myśl o pochówku ciał na niepoświęconej ziemi i opierał się prośbie grafa tak długo, aż ten przyrzekł, że naprawi uszkodzony od uderzenia pioruna dach na wieży dzwonniczej.

Po obietnicy ojca Gerdy, duchownego opuściły wszelkie skrupuły oraz wątpliwości. Wsiadł razem z grafem do łodzi, w towarzystwie łodzi rybaków z Wieprza i Gubławek wypłynęli na Jeziorak i na wyspie, która miała być dla młodych kochanków ratunkiem, celebrowali razem pochówek ciał Gerdy i Artura
Od czasu tych smutnym wydarzeń, których pamięć zachowała się w opowieściach dawnych mieszkańców Siemian, wzgórze na Lipowej Wyspie, gdzie w cieniu starych świerków znajdują się dwie bezimienne mogiły, jest celem rejsów i wypraw żeglarzy. Każdego roku w porę równonocy jesiennej dobijają do brzegów wyspy, wchodzą na wzgórze, tam palą ogniska i nad mogiłami kochanków przy wtórze gitar i śpiewów, odprawiają swoje żeglarskie obrzędy, w których zawarta jest nostalgiczna tęsknota za kończącym się latem.

Wiesław Niesiobędzki





Nota o autorze:

Wiesław Niesiobędzki urodził się w roku 1946 w Horyniu pod Iławą, od 1949 r. mieszka w Iławie. Poeta, prozaik (publikował także pod pseudonimem Jerzy Krzywosąd), historyk i regionalista, bibliotekarz, archiwista. W 1970 ukończył studia historyczne o specjalizacji archiwistyka na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, zaś w 1983 r. - Podyplomowe Studium Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej na Uniwersytecie im. Adam Mickiewicza w Poznaniu. Dziewięć lat później ukończył Podyplomowe Studium Menadżerów Kultury na wydziale handlu zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Karierę zawodową zaczynał jako kierownik archiwum w Zakładach Przemysłu Dziewiarskiego „Urania” w Głubczycach. W latach 1972-1975 pracował jako nauczyciel historii w Szkole Podstawowej nr 2 w Iławie, a także bibliotekarz. Od 1975 r. przez 20 lat pełnił funkcję dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Iławie. Był pomysłodawcą i inicjatorem nadania tej bibliotece imienia poety Edwarda Stachury, z którym się przyjaźnił.

Założył Oddział Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Pojezierze” w Iławie, współorganizował Iławskie Wiosny Twórczości oraz Iławskie Dni Muzyki i Poezji. Członek ZLP od 1988 r. W latach 1995-1997 pracował jako bibliotekarz w bibliotece szpitalnej, a następnie jako starszy dokumentalista w Iławskim Centrum Kultury i Sportu. Obecnie na emeryturze.



Przeczytaj cały tekst: Kochankowie z Lipowej Wyspy - legenda znad Jezioraka - Moje Mazury http://mojemazury.pl/164936,Kochankowie-z-Lipowej-Wyspy-legenda-znad-Jezioraka.html#ixzz2jkr4zg8J

wtorek, 23 kwietnia 2013

30 lat „Daru Młodzieży"


Jubileuszowy rejs na jednym z najszybszych żaglowców świata
Królestwo Król
a Artura
Król Artur zaimponował mi swoim kunsztem zaledwie kilka chwil po tym, gdy rzucono wszystko na dziobie i rufie. Zanim zamilkły pożegnalne okrzyki, zanim fregata zdołała się oddalić od nabrzeża, zanim na dobre ruszyliśmy w podróż...
Podczas trudnego manewru odchodzenia od nabrzeża pękł hol rufowy. Przez moment burta „Daru Młodzieży" znalazła się niebezpiecznie blisko innych jednostek cumujących przy Wałach Chrobrego w Szczecinie. Wyglądało to trochę tak, jakby „Dar" chciał się przykleić z powrotem do kei. Wtedy właśnie Król Artur z kamienną twarzą i absolutnym spokojem wydawał kolejne komendy. Wkrótce fregata dostojnie i leniwie oderwała się od kei i ruszyła w jubileuszowy niezwykły rejs.
Historia lubi się powtarzać
Cofnijmy zegar o 30 lat. Jest sobota, 10 lipca 1982 roku. Pod burtę szykującego się do wyjścia w morze „Daru Młodzieży" ściągają tłumy gdynian i wczasowiczów. Sezon jest w pełni, a lato wyjątkowo upalne. Żaglowiec pod dowództwem Tadeusza Olechnowicza wyrusza w dziewiczy rejs. Na Bałtyk, w cieśniny duńskie i na Morze Północne. Daniel Duda i Zbigniew Urbanyi w książce „Trzeci w wielkiej sztafecie" pisali: „O godzinie 10.09 zaczyna się trudna sztuka odciągnięcia »Daru Młodzieży« od kei. Wiemy, że ten żaglowiec bardzo niechętnie przesuwa się bokiem. Jest tak uparty, jakby nie chciał w ogóle opuszczać Gdyni, albowiem o godzinie 10.15 pękł jeden hol dziobowy. Drugi hol trzyma mocno i po chwili statek prezentuje się tłumom ze środka basenu portowego".
30 lat później na starcie do jubileuszowej wyprawy (sobota, 19 maja), „Darem Młodzieży" dowodzi nasz Król Artur, czyli Artur Król – uczeń kapitana Leszka Wiktorowicza, wieloletniego komendanta fregaty, który poprowadził żaglowiec w rejsie dookoła świata, wokół przylądka Horn i przez ryczące czterdziestki. Na nabrzeżu tym razem nie ma tłumów, ale wśród podziwiających żaglowiec znajduje się spora gromadka znajomych i przyjaciół. Są dzieciaki i dziewczyny machające swoim bliskim na pożegnanie, a także sporo przypadkowych osób. Na pokładzie oprócz 32 członków stałej załogi i 25 uczniów Technikum Morskiego w Szczecinie znajduje się grupa 120 dziennikarzy. Zerwany hol, tak jak przed trzydziestu laty, nie popsuł ani odejścia od nabrzeża, ani wyprawy.
Plac Kaszubski i Camelot
„Dar Młodzieży", czwarty na świecie żaglowiec pod względem wielkości, to wyjątkowa fregata. Nie jest zwykłą kombinacją stali, płótna i lin. Ma w sobie nieuchwytną magię i ducha słynnych poprzedników: nie istniejącego już „Lwowa" i stojącego od trzydziestu lat przy gdyńskim nabrzeżu sędziwego „Daru Pomorza", który w 2009 roku świętował 100. rocznicę wodowania.
Mamy na „Darze" plac Kaszubski, nazwany tak na cześć centralnego placu w Gdyni. Jest to duża wolna przestrzeń pod pokładem, miejsce, gdzie zwykle obiera się ziemniaki. Do tego zadania zawsze przystępuje spora grupa załogantów – dwadzieścia lub nawet trzydzieści osób. Chętnych nigdy nie brakuje, ale gdyby kiedyś zabrakło, zawsze można wyznaczyć kilka osób na ochotnika. Podczas jubileuszowego rejsu plac Kaszubski otrzymał własną tabliczkę ze stosowną nazwą. Od tej chwili każdy, kto kiedykolwiek odwiedzi żaglowiec, od razu zorientuje się, gdzie to jest. Podczas uroczystości odsłonięcia tabliczki nie zabrakło daru dla Króla Artura – na drzwiach kabiny kapitana zawieszona została tabliczka z napisem „Camelot". Artur Król zasłużył sobie na takie wyróżnienie nie tylko z powodu nazwiska.
Łaskawy Bałtyk
Bywają żaglowce dobre i złe, pechowe i szczęśliwe, nawietrzne i zawietrzne, zwrotne lub leniwe, miękkie albo twarde. Zygmunt Choreń, główny projektant „Daru Młodzieży", to światowy autorytet w dziedzinie żaglowców. Ale chyba nawet on nie mógł przewidzieć, jak będą się sprawowały na wietrze wszystkie maszty i reje, salingi, pajęczyna takielunku stałego i ruchomego, wanty i sztagi, wszystkie szoty, brasy, gejtawy i gordingi. Zapewniam was, „Dar Młodzieży" zachowuje się na morzu fantastycznie. Podczas naszego rejsu do Oslo warunki były wyjątkowo przyjazne. Bałtyk przyjął nas słońcem i wiatrem dochodzącym w porywach do sześciu stopni Beauforta. Sporą część trasy udało nam się pokonać pod żaglami. Nawet gdy wiało w twarz, morze było gładkie jak stół, a fregata mknęła po fali ze średnią prędkością od 7 do 8 węzłów. Niekiedy jechaliśmy powyżej 10 węzłów. Dzięki sprzyjającym wiatrom i niezłym przebiegom, wszędzie byliśmy przed czasem, co pozwalało na wciśnięcie w napięty plan dodatkowych atrakcji.
Kapitan Artur Król wyraźnie lubi, gdy żaglowiec płynie pchany wiatrem. W trakcie dziewięciu dni rejsu przez kilkadziesiąt godzin fregata pyszniła się niemal wszystkimi żaglami. Jeśli jeszcze nie zdarzyło wam się tańczyć pod gwiazdami i rozpostartymi nad głową żaglami, to uwierzcie, że tak właśnie wgląda żeglarskie szczęście.
Labirynty i tajemnice „Daru Młodzieży"
Sto metrów po pokładzie, dwa poziomy pod pokładem, na dziobie mesa załogowa, na rufie mesa oficerska, na prawej burcie kubryki dla pań, a na lewej dla panów. Łazienki i toalety na niższym poziomie. Jeśli myślicie, że nie sposób zgubić się na „Darze Młodzieży", jesteście w błędzie. Wystarczy wyjść spod prysznica i skręcić w niewłaściwą stronę, a wyląduje się przed wejściem do pomieszczenia sąsiadów.
Kubryki to miejsca mieszkalne i przestrzeń życiowa dla 150 osób. Na „Darze Młodzieży" mamy kubryki dziesięcio- i dwudziestoosobowe. Bywalcy mają swoje ulubione kubryki i ulubione koje. Niektóre mają nawet swoje nazwy, znane jedynie wtajemniczonym. Jedne miejsca są ciche, poukładane i tak bezpieczne, że aż ciut nudne. W innych ciągle coś się dzieje, gwary i śmiechy nie milkną prawie nigdy – nawet gdy kubryk zamieszkują załoganci starsi niż sam żaglowiec. Mało kto wie, że zanim przyjęto taką aranżację wnętrza, wśród twórców i projektantów fregaty trwała ostra dyskusja. Była to wojna o tradycję pod tytułem: hamaki czy koje (na „Darze Pomorza" studenci spali w hamakach zawieszonych w jednym pomieszczeniu). Owa dyskusja toczyła się przez wiele miesięcy, począwszy od lipca 1978 roku, czyli od chwili, gdy powstał projekt nowego żaglowca. Ustalono wtedy, że „Dar Pomorza" będzie gładkopokładową fregatą o długości całkowitej 105,4 metra (z bukszprytem), o zanurzeniu sześciu metrów i masztach o wysokości: fokmaszt i grotmaszt – 49 metrów, stermaszt – 40 metrów. Statek ma aż 26 żagli, w tym 14 rejowych, jeden gaflowy, 11 żagli trójkątnych (wraz z lataczem). Razem to 3015 metrów kwadratowych powierzchni. Można tym przykryć niejedno boisko piłkarskie.
Na żaglowcu z opresji zdrowotnych ratuje załogantów pielęgniarka, a w cięższych sytuacjach – lekarz. Mamy telewizor w mesie i pokoju klubowym. Ciepłą wodę pod prysznicem. Dwa silniki spalinowe Cegielski-Sulzer po 750 KM każdy i śrubę napędową nastawną. Fregata rozwija bez żagli prędkość ponad 12 węzłów. Ale chief engineer i jego współpracownicy dbają także o wiele innych urządzeń. Dzięki nim pracują zamrażarki i chłodnie, działa klimatyzacja oraz mnóstwo innych urządzeń, o których na co dzień nie chce nam się nawet myśleć. Dopiero gdy coś odmówi posłuszeństwa, biegniemy z problemem do mechanika. Najnowszą chlubą Jarosława Dąbrowskiego, głównego mechanika na „Darze", jest odsalarka, znakomicie działające urządzenie polskiej produkcji. Dzięki tej zdobyczy zamontowanej w schludnej, pomalowanej na biało i zielono maszynowni, mogliśmy się kąpać bez ograniczeń, więc z jubileuszowego rejsu wróciłam nie tylko szczęśliwa, ale też czysta. Po prostu niebywałe.
W stolicy wikingów
Już około 60 mil przed wejściem do Oslo na pokładzie pojawił się pilot. Pod jego czujnym okiem żaglowiec wprowadzony został w głąb fiordu, nad którym rozłożyła się stolica wikingów. Cumujący przy nabrzeżu „Christian Radich", szkolny żaglowiec Norweskiej Marynarki Handlowej, z charakterystycznym galionem ubranym w niebieską suknię kobiety, do momentu wpłynięcia polskiej fregaty był niewątpliwie najpiękniejszym i najokazalszym żaglowcem w całym porcie. Ten urodziwy jacht zbudowany w latach 30. XX wieku, znany jest z filmów i ma na koncie wiele żeglarskich sukcesów. Jednak przy „Darze Młodzieży" wdzięk norweskiego żaglowca przybladł.

Zgodnie z tradycją, cumujący w Oslo zaledwie przez dobę polski żaglowiec został na kilka godzin udostępniony zwiedzającym. A my ruszyliśmy w tym czasie do miasta, by podziwiać fantastycznie zachowane łodzie wikingów, niezwykłą tratwę „Kon-Tiki" i sławny z wypraw do Arktyki i Antarktyki statek „Fram". Żaglowiec przystosowany do podróży wśród lodowych pól zrobił na nas wrażenie nie mniejsze niż temperatura w Oslo przekraczająca w maju tego roku 30 stopni Celsjusza. Tak przyjazna aura wiosną na dalekiej północy i spory zapas czasu sprawiły, że kapitan postanowił sprawić załodze niespodziankę. Po oddaniu cum i pożegnaniu norweskiej stolicy „Dar Młodzieży" pokonał kilkadziesiąt mil na silniku, a potem rzucono kotwicę i niesforna brać dziennikarska zesłana została w szalupach ratunkowych na piknik na urokliwym skalistym brzegu. Była to okazja, by sprawdzić naszą karność. Dzięki „zesłaniu" mogliśmy sycić się do woli fantastyczną dziką przyrodą i podziwiać najpiękniejszą fregatę w promieniach zachodzącego słońca.

A skoro już o sytości mowa... Każdy potwierdzi, najlepsze jedzenie jest u mamy, a jeszcze lepsze tylko na „Darze Młodzieży". Cztery posiłki dziennie, chleb prosto z pieca, zupy, przystawki, kompociki, desery, nocne porcje. Ten tatar przy świetle księżyca, pomidorówka łagodnie falująca na talerzu, wędzone ryby i ciepłe drożdżówki – panowie kucharze, czapki z głów! Obieranie ziemniaków do waszych dzieł sztuki kulinarnej to prawdziwa frajda.
Katarzyna Skorska, Polskie Radio
Fot. S.Dynek

wtorek, 12 czerwca 2012

Eko Marina Siemiany

W połowie grudnia 2010 roku doszło do podpisania dokumentów pomiędzy Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie a Wójtem Gminy Iława Panem Krzysztofem Harmacińskim, finalizujących dodatkowe dofinansowanie z pieniędzy unijnych na budowę ekologicznej przystani żeglarskiej Eko-Mariny w Siemianach. Planowany koszt budowy przystani Eko-Mariny w Siemianach, szacowany jest na około 3,5 miliona złotych, w tym 76,81% dofinansowany z RPO Warmia-Mazury. Budowa powinna być ukończona w maju 2012 r. Przystań zlokalizowana będzie na obecnym polu namiotowym w Siemianach. W ramach projektowanych prac zostanie wybudowany budynek główny przystani żeglarskiej z drogą dojazdową, oświetleniem oraz z wieżą obserwacyjną. Na terenie Eko-Mariny w Siemianach powstanie nowy pomost pływający dla 30 jachtów z dostępem do mediów ( prąd ) o szerokości 3 metrów w kształcie litery "T” . Wybudowana zostanie także altana, która będzie służyła do prowadzenia zajęć szkolno-edukacyjnych z ekologii, przyrody oraz żeglarstwa. Na wyposażeniu Eko-Mariny w Siemianach będzie stacja podciśnieniowa do odbioru nieczystości z jachtów, wiata śmietnikowa, pomieszczenia do slipowania i naprawy jachtów oraz budynek szatni i sanitariatów. W budynku głównym przystani na dolnej kondygnacji, mieścić się będą umywalnie z natryskami, toalety oraz zewnętrzny punkt do mycia naczyń. W tej części budynku umiejscowiony będzie punkt pierwszej pomocy medycznej, podnośnik i punkt naprawy jachtów. Na górnej kondygnacji zaprojektowano pomieszczenia administracyjne (bosmanat i salę wykładową z sanitariatami) oraz pralnię. Wzdłuż elewacji od strony jeziora zaprojektowano taras prowadzący do platformy obserwacyjnej. Źródło: Redakcja Eko-Mazurymariny.pl, 05.08.2011 r.http://eko-mazurymariny.pl/siemiany/

poniedziałek, 14 lutego 2011

Jezioro Jeziorak

Jeziorak

Jeziorak (dawniej Gizerek Jezierzyce[], niem. Geserich See) – jezioro rynnowe położone w północno-wschodniej Polsce w obrębiePojezierza Iławskiego. Jeziorak jest najdłuższym oraz szóstym pod względem powierzchni jeziorem w Polsce. W jego obrębie działaWOPR Iława.
W 1304 r. w dokumentach Jeziorak wymieniany jest pod nazwą Geyserich, a w 1346 r. – "Geyzerich". Nazwa wywodzi się z języka pruskiego od słowa geeysa – czapla. Pierwotna nazwa brzmiałaby więc Jezioro Czaple. Jedna z wysp jeziora zachowała nazwę "Czaplak" (niem. Czaplakwerde).
Na Jezioraku znajduje się wiele zatok, półwyspów i 16 wysp, a największe z nich to Wielki Ostrów (Wielka Żuława) i Wielki Bukowiec.Jezioro połączone jest z Kanałem Elbląskim. Brzegi jeziora są zalesione – północne wysokim drzewostanem, a południowe niskim. Nad Jeziorakiem leży miasto Iława.
Jeziorak jest również tematem książki: "Nowe przygody Pana Samochodzika", gdzie tytułowy
bohater szuka skarbów zrabowanych podczas II wojny światowej.
Ukształtowanie Jezioraka
Oś wąskiego, rynnowego jeziora biegnie z północy na południe, w środkowej części łamiąc się i zmieniając kierunek na południowy wschód, a potem na południowy zachód. W części środkowej Jeziorak rozszerza się; tu leży kilka wysp. Na wysokości wsi Siemianywybiega na północny wschód zatoka Kraga, która przez jezioro Dauby łączy Jeziorak z Kanałem Elbląskim. Do zachodniego brzegu wpada strumyk z jeziora Urowiec, a nieco wyżej przesmyk wiedzie do jeziora Płaskiego. Główny akwen biegnie dalej ku północy i dzieli się na dwie zatoki: wschodnią ślepą i zachodnią połączoną kanałem z jeziorem Ewingi. Z południowego krańca Jezioraka wypływa rzekaIławka, tutaj też leży jedna z największych wysp śródlądowych – Wielka Żuława (82,4 ha) i wejście do kanału łączącego Jeziorak z Jeziorakiem Małym w Iławie. Brzegi Jezioraka są przeważnie wysokie i strome. Zachodni brzeg i środkowa część brzegu wschodniego przylegają do wielkich kompleksów leśnych. Resztę obrzeży pokrywają pola, łąki i mniejsze kępy lasu.

Jeziorak
Mały Jeziorak
Jezioro Płaskie
Zatoka Widłągi
Wyspy
 Wielka Żuława
 Wielki Bukowiec
 Zielony Ostrów (wyspa Łąkowa)
 Kobiecy Ostrów, Rajka (niem. Liebes Insel) wysepka na północnej części Jezioraka, przy wyspie Czaplak
 Lipowy Ostrów, zwana Lipowcem lub Owczą
 Rybackie Kępy
 Wyspy Gierczak
 Czaplak (wyspa) (niem. Czalakwerder, Kranichwerder) wyspa na północnej części Jezioraka
 Wyspa Kępka (niem. Caprera Insel) wysepka na północnej części Jezioraka, na wschód od wyspy Czaplak
 Wyspa Polajńska, Polajńska Kępa (niem. Heuwerder) wysepka na północnej odnodze Jezioraka, na południowy zachód od przysiółkaPolajny
inne nazwy wysp według Leydinga
 Kuklina (niem. Lerchen Insel) wysepka na północnej części Jezioraka, za zachód od przysiółka Polajny
Fauna Jezioraka
Ryby
Jezioro Jeziorak jest bogate w różnorodne gatunki ryb takie, jak:
 lin
 sum
 sandacz
 tołpyga
 szczupak
 węgorz
 karaś
 leszcz
 płoć
 karp
 okoń
 jazgarz
 ukleja
 krąp
Ptaki
Jeziorak jest miejscem życia wielu gatunków zwierząt.
Wśród trzcinowisk gnieżdżą się:
 kaczki
 perkozy
 łyski
 bąki
 bączki
 trzcinniczki
 błotniaki stawowe
Jezioro Jeziorak jest terenem polowań:
 bielika
 rybołowa
Na jednej z wysp Jezioraka [Polajńska Kępa] gnieżdżą się kormorany i czaple
Oprócz nich żyją m.in.:
 łabędzie
 mewy
 kokoszki
 żurawie
Płazy
Podmokłe brzegi Jezioraka są miejscem rozrodu wielu gatunków płazów:
 żab
 kumaków
 traszek
 ropuch
Skorupiaki
Od niedawna w Jezioraku zaczęły się pojawiać raki.

Informacje zaczerpnięte z stron Wikipedia.