Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nad morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nad morze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 stycznia 2014

Kapitan Głowacki





Zbudowany w 1944 roku jako niemiecki kuter patrolowy, linie swojego kadłuba zawdzięcza jeszcze wcześniejszej konstrukcji, a miamowicie duńskiemu szkunerowi pilotewemu, znanemu z doskonałych właściwości morskich.

Zakupiony przez Państwowe Centrum Wychowania Morskiego został wykończony jako rybacki kecz gaflowy (234 m2 powierzchni żagli, 6,4 m szerokości, 3,3 m zanurzenia, 70 BRT, silnik pomocniczy 135 KM). Był statkiem szkolnym Szkoły Rybołówstwa Morskiego, łowił na Bałtyku i Morzu Północnym. Załoga wynosiła wówczas 9 osób plus 14 uczniów. W 1967 roku został przekazany ośrodkowi Ligi Obrony Kraju w Jastarnii, a trzy lata później trafił do ośrodka PZŻ w Trzebieży. W 1976 roku wycofano go z eksploatacji z powodu złego stanu technicznego.

Fundusze, niezbędne do przeprowadzenia remontu kapitalnego, znalazły się dopiero w 1984 roku. W 1986 roku HENRYK RUTKOWSKI powrócił na morze po gruntownej przebudowie dokonanej przez Rybacką Stocznię Remontową PPiUR "Szkuner" we Władysławowie. W wyniku przebudowy powstał właściwie zupełnie inny, nowy żaglowiec, ze starego pozostał jedynie szkielet i część poszycia. Zmieniono osprzęt jednostki przekształcając ją w brygantynę.

Debiut żaglowca w Regatach Cutty Sark odbył się w 1989 roku, gdzie przybył on do Pool pod Londynem, a następnie wziął udział w regatach na trasie Londyn-Hamburg. Jego kapitan oraz załoga bardzo szybko zintegrowała się z resztą Floty, a statek zdobył sobie miano jednego z najbardziej popularnych. Jednostka jest zadziwiająca szybka. Tradycyjnie przyjazna rywalizacja łączy ją z brytyjskim ROYALISTEM oraz irlandzkim ASGARDEM. W 1995 roku został przemianowany na KAPITANA GŁOWACKIEGO.





DANE TECHNICZNE
Rok budowy: 1944 Pow. żagli: 337,5 m2
Typ: Brygantyna Tonaż: 99,4 BRT
Dł. max: 30,7 m Załoga: 25 osób
Dł. kadłuba: 24,3 m Armator: Polski Związek Żeglarski Polska

Wys. max: 22,4 m Materiał konstrukcyjny: drewno/stal
Szerokość: 6,4 m Budowniczy: nieznany
Zanurzenie: 3,3-3,35 m Silnik: 135 KM, Diesel

piątek, 8 listopada 2013

„OPERACJI ŻAGIEL” w przyszłym roku w Gdyni!

Już 15 sierpnia przyszłego roku będziemy świętować 40 rocznicę „Operacji Żagiel”, która odbędzie się w Gdyni. Pośród kilkudziesięciu żaglowców pojawią się również te największe, klasy A. To ważne wydarzenie dla wszystkich mieszkańców Trójmiasta, a w szczególności dla miłośników żeglugi. Zaplanowana data tym bardziej trafiona, ponieważ jak wiemy, 15 sierpnia jest dniem wolnym od pracy.

Operacja „Żagiel 1974”, były to jedyne tego typu regaty na świecie, których gospodarzem była Polska. Żaglowce pokonywały drogę od Kopenhagi aż po Zatokę Gdańską, a długość przebytej trasy wynosiła 320 mil morskich. W ówczesnych regatach udział wzięło 58 żaglowców pod kilkunastoma banderami. Nikomu nie przeszkadzała pogoda, która tego dnia była wyjątkowa kapryśna. Mieszkańcy Trójmiasta oraz turyści z zapartym tchem podziwiali jednostki i z niecierpliwością czekali na Dar Pomorza. Wówczas w klasie A wygrał radziecki bark Towariszcz i otrzymał on dzwon zwycięstwa oraz medal. Następne nagrody przyznano Niemieckiemu Gorch Fock oraz „naszemu” Darowi Młodzieży.

Prawie 40 lat temu „Operację Żagiel” zakończyła morska parada na Zatoce Gdańskiej. Otwierał ją radziecki bark Krauzensztern, a za nim płynęło prawie 700 innych jednostek.

Jak będzie wyglądała 40 rocznica tych wyjątkowych obchodów? Na pewno hucznie, ponieważ na chwilę obecną koszty imprezy wycenia się przynajmniej na 3 miliony złotych. Pojawi się przynajmniej 8 żaglowców klasy A oraz inne, mniejsze. W sumie kilkadziesiąt jednostek, które będzie można podziwiać, ale również zwiedzać. Organizatorzy zadbali o to, by mieszkańcy Trójmiasta oraz turyści mogli bliżej poznać żaglowce oraz przybywające załogi. Dodatkowo przyjemności zwiedzania towarzyszyć będą happeningi oraz koncerty. Jednak najbardziej oczekiwanym momentem będzie oczywiście parada morska.

Organizatorom rocznicy zależy na sprowadzaniu jak największej ilości jednostek, które brały udział w regatach w 1974 roku.

- Nie uda nam się jednak zrealizować planu na 100 procent, ponieważ żaglowce np. takie jak Towariszcz nie pływają już – ubolewają organizatorzy. - To nas jednak nie zniechęca, ponieważ stawiamy na największe i najpiękniejsze jednostki, aby zachwycić wszystkich gości – dodają.

Nie udało nam się dowiedzieć jakie dokładnie jednostki będziemy mieli okazję zobaczyć. Ustalenia wciąż trwają, a konkretne informacje zostaną podane na początku nowego roku, po negocjacjach z kapitanami jednostek oraz podpisaniu umów. Na pewno pojawią się: STS Dar Młodzieży i STS Fryderyk Chopin.

Wojciech Szczurek, Prezydent Gdyni jest dumny z przyszłorocznych wydarzeń.

- To będzie święto dla wszystkich, którzy kochają żaglowce. Dar Pomorza będzie sercem Rzeczpospolitej Polskiej Morskiej- powiedział i nie ukrywa, że nie może doczekać się 40 rocznicy „Operacji Żagiel”.

Za niecały rok będziemy świadkami naprawdę pięknego i historycznego wydarzenia. Dla wielu będzie to wzruszający powrót do lat młodości, natomiast dla młodszego pokolenia rzadka możliwość podziwiania tylu pięknych żaglowców w jednym miejscu.

czwartek, 23 maja 2013

SAJ o projekcie rozporządzenia w sprawie rejestracji jachtów


Na stronie internetowej kpt. Kulińskiego czytamy: Bieg wsteczny to znak rozpoznawczy dzisiejszej biurokracji. Czytając projekty rozporządzeń ministerialnych, przysłuchując się dyskusjom konsultantów i porównywując to z "efektem końcowym", czyli gotowymi rozporządzeniami odnoszę wrażenie, że decydenci albo:

- nie czytają opinii konsultantów

- nie mogą się oprzeć sugestiom lobbystów

- za wszelką cenę poszukują argumentów  uzasadniajacych pozostawienie ich za biurkiem.

Oczywiście mogą tu występować też kombinacje łączone.

No bo na przykład jeżeli przy rejestracji łódki władza żąda numeru fabrycznego przyczepnego silniczka do łódki, to znaczy że albo nie ma pojącia o sprawie, albo demonstruje bardzo zła wolę (ignorując opinię fachowców). A do tego przypominam moje stare zawołanie - jezeli nie możesz sprawdzić wykonania wydanego polecenia, to się nie ośmieszaj i zamilcz.

Kolejny raz zamieszczm kopię kolejnego pisma Stowarzyszenia Armatorów Jachtowych do władz. Wielce Szanowna Władzo - przyjmijcie do wiadomosci, ze "liberatorom" wcale nie zależy, aby Was ośmieszyć. Służymy wiedzą i doświadczeniem dla publicznego pożytku. W tym naszym działaniu nie ma ani okruchu prywaty. Ja wiem - w dzisiejszych czasach trudno uwierzyć w czyjąś bezinteresowność. Spróbujcie jednak. To życzliwa rada starego.

Żyjcie wiecznie !

Don Jorge

------------------------

PS. A tak na marginesie: w latach głębokiego peerelu budowałem jacht "MILAGRO V" pod nadzorem PRS. Przekrecono  mnie między innymi przez wyżymaczkę atestów laminatu, Świadectwa Pomiarowego, Świadectwa Klasy, Certyfikatu Okretowego ( Izba Morska), Karty Bezpieczeństwa (Urząd Morski), ale nikt ode mnie nie ządał numeru fabrycznego stacjonarnego silnika Volvo Penta MD6A. I tak na marginesie marginesu - ten silnik o dziwo nie miał żadnego numeru fabrycznego :-) W fabryce albo zapomnieli, albo uznali za zbyteczny :-)

--------------------------------------------






                                                                                                                                                                                Gdańsk, 22 maja 2013
Szanowny Pan
Maciej Jankowski
Podsekretarz Stanu

Ministerstwo Transportu, Budownictwa
i Gospodarki Morskiej
Ul. Chałubińskiego 4/6
00-928 Warszawa

Dot.: DP2c-020-74/13


Szanowny Panie Ministrze!

Rada Armatorska Stowarzyszenia Armatorów Jachtowych pozwala sobie powrócić do projektu rozporządzenia Ministra Transportu budownictwa i Gospodarki Morskiej w sprawie trybu rejestracji statków używanych na wodach śródlądowych do uprawiania sportu lub rekreacji, który opiniowaliśmy naszym pismem z 7 marca br. Ogłoszony przy piśmie o znaku jak wyżej projekt z 8 maja, aczkolwiek poprawiony nie uwzględnia kilka istotnych spraw.

1. SAJ uważa za całkowicie niezrozumiałe utrzymywanie w projekcie wymogu zgłaszania podczas rejestracji jachtów żaglowych szczegółowych danych dotyczących marki, mocy i numeru seryjnego silnika pomocniczego (§ 2 ust.1 pkt 9). Wymiana typowego pomocniczego silnika przyczepnego na jachcie żaglowym zajmuje kilka minut. Wymogu podawania numeru seryjnego silnika nie przewidują nawet restrykcyjne przepisy dotyczące rejestracji pojazdów samochodowych.

Podobnie - pozostaje całkowicie niezrozumiałe dlaczego armator jachtu żaglowego zgłaszanego do rejestracji ma być formalnie obligowany do podawania typu oraz powierzchni pomiarowej ożaglowania (§ 2 ust.1 pkt10) . Żagle ulegają zużyciu, wymianie, podobnie takielunek. Samo rozporządzenie nie podaje definicji "powierzchni pomiarowej".

Oba wymienione wyżej wymogi obarczone są dodatkowo koniecznością informowania organu rejestracyjnego o każdej zmianie - silnika, powierzchni żagli lub typu ożaglowania (§ 11). Rodzi to konieczność nowych zapisów (i ich opłacenia) w dokumencie rejestracyjnym - po każdej takiej zmianie. Już w poprzednio obowiązującym rozporządzeniu był to przepis permanentnie pomijany, z oczywistą szkodą dla powagi stanowionego prawa.

Nie widzimy żadnego związku stosowania takich ścisłych, biurokratycznych wymogów z bezpieczeństwem żeglugi - którego zachowanie stanowi główną wskazówkę, zawartą w delegacji ustawowej do wydania omawianego rozporządzenia. Uważamy, że całkowicie wystarczającym rozwiązaniem byłaby ograniczenie danych rejestrowych do zadeklarowania przez armatora jachtu żaglowego możliwości posiadania napędu pomocniczego na zgłaszanej do rejestracji jednostce.

2. SAJ uznaje za zupełnie niezrozumiałe, że projekt uzależnia sposób nadawania numeru rejestracyjnego od "siedziby organu rejestrowego" (§ 15 ust. 2). Ustawa o żegludze śródlądowej przewiduje istnienie jedynie dwu organów rejestrowych (Art.19 ust.2). Organami rejestrowymi są właściwe polskie związki sportowe, o których mowa w ustawie z dnia 25 czerwca 2010 r. o sporcie (Dz. U. Nr 127, poz. 857). Oba określone ustawą właściwe polskie związki sportowe mają swoje siedziby w Warszawie.

Obawiamy się, że wprowadzając niespójny z ustawą o żegludze śródlądowej zapis o szesnastu różnych "siedzibach organów rejestrowych", projekt rozporządzenia usankcjonuje utrwalanie faktycznego funkcjonowania kilkunastu odrębnych quasi-organów, których rolę pełniły za rządów poprzedniego rozporządzenia Okręgowe Związki Żeglarskie. Tymczasem te stowarzyszenia sportowe nie są polskimi związkami sportowymi, o których mowa w ustawie z dnia 25 czerwca 2010 r. o sporcie (Dz. U. Nr 127, poz. 857).

Za rządów poprzedniego rozporządzenia niektóre z tych stowarzyszeń stosowały własne "interpretacje" przepisów podczas rejestracji jachtów śródlądowych. Przykładem takich nieuprawnionych interpretacji, były próby uzależniania rejestracji jachtów od dokonania odpłatnego "przeglądu technicznego", wykonywanego najczęściej przez osoby związane z tymi organizacjami. Tymczasem ustawa o żegludze śródlądowej wobec jednostek o mocy maszyn poniżej 75kW nie przewiduje konieczności dokonywania przeglądów technicznych ani konieczności uzyskiwania świadectw zdolności żeglugowej.

Niezrozumiałe jest również, dlaczego omawiany projekt uzależnia nadawanie numerów rejestracyjnych od "siedziby organów rejestrowych" jedynie w przypadku śródlądowych jachtów żaglowych - przyjmując jednocześnie jednolitą numerację dla śródlądowych  jachtów motorowych, dla których ustawa, tak samo jak w przypadku jachtów żaglowych, określa jeden organ rejestrowy, posiadający jedeną siedzibę.

Mamy nadzieję, że poruszenie obu kwestii okaże się pomocne dla Ministerstwa w toku końcowych prac nad projektem


Z wyrazami szacunku

( - )  j. k. ż. w. Andrzej Remiszewski
Prezes SAJ

wtorek, 23 kwietnia 2013

30 lat „Daru Młodzieży"


Jubileuszowy rejs na jednym z najszybszych żaglowców świata
Królestwo Król
a Artura
Król Artur zaimponował mi swoim kunsztem zaledwie kilka chwil po tym, gdy rzucono wszystko na dziobie i rufie. Zanim zamilkły pożegnalne okrzyki, zanim fregata zdołała się oddalić od nabrzeża, zanim na dobre ruszyliśmy w podróż...
Podczas trudnego manewru odchodzenia od nabrzeża pękł hol rufowy. Przez moment burta „Daru Młodzieży" znalazła się niebezpiecznie blisko innych jednostek cumujących przy Wałach Chrobrego w Szczecinie. Wyglądało to trochę tak, jakby „Dar" chciał się przykleić z powrotem do kei. Wtedy właśnie Król Artur z kamienną twarzą i absolutnym spokojem wydawał kolejne komendy. Wkrótce fregata dostojnie i leniwie oderwała się od kei i ruszyła w jubileuszowy niezwykły rejs.
Historia lubi się powtarzać
Cofnijmy zegar o 30 lat. Jest sobota, 10 lipca 1982 roku. Pod burtę szykującego się do wyjścia w morze „Daru Młodzieży" ściągają tłumy gdynian i wczasowiczów. Sezon jest w pełni, a lato wyjątkowo upalne. Żaglowiec pod dowództwem Tadeusza Olechnowicza wyrusza w dziewiczy rejs. Na Bałtyk, w cieśniny duńskie i na Morze Północne. Daniel Duda i Zbigniew Urbanyi w książce „Trzeci w wielkiej sztafecie" pisali: „O godzinie 10.09 zaczyna się trudna sztuka odciągnięcia »Daru Młodzieży« od kei. Wiemy, że ten żaglowiec bardzo niechętnie przesuwa się bokiem. Jest tak uparty, jakby nie chciał w ogóle opuszczać Gdyni, albowiem o godzinie 10.15 pękł jeden hol dziobowy. Drugi hol trzyma mocno i po chwili statek prezentuje się tłumom ze środka basenu portowego".
30 lat później na starcie do jubileuszowej wyprawy (sobota, 19 maja), „Darem Młodzieży" dowodzi nasz Król Artur, czyli Artur Król – uczeń kapitana Leszka Wiktorowicza, wieloletniego komendanta fregaty, który poprowadził żaglowiec w rejsie dookoła świata, wokół przylądka Horn i przez ryczące czterdziestki. Na nabrzeżu tym razem nie ma tłumów, ale wśród podziwiających żaglowiec znajduje się spora gromadka znajomych i przyjaciół. Są dzieciaki i dziewczyny machające swoim bliskim na pożegnanie, a także sporo przypadkowych osób. Na pokładzie oprócz 32 członków stałej załogi i 25 uczniów Technikum Morskiego w Szczecinie znajduje się grupa 120 dziennikarzy. Zerwany hol, tak jak przed trzydziestu laty, nie popsuł ani odejścia od nabrzeża, ani wyprawy.
Plac Kaszubski i Camelot
„Dar Młodzieży", czwarty na świecie żaglowiec pod względem wielkości, to wyjątkowa fregata. Nie jest zwykłą kombinacją stali, płótna i lin. Ma w sobie nieuchwytną magię i ducha słynnych poprzedników: nie istniejącego już „Lwowa" i stojącego od trzydziestu lat przy gdyńskim nabrzeżu sędziwego „Daru Pomorza", który w 2009 roku świętował 100. rocznicę wodowania.
Mamy na „Darze" plac Kaszubski, nazwany tak na cześć centralnego placu w Gdyni. Jest to duża wolna przestrzeń pod pokładem, miejsce, gdzie zwykle obiera się ziemniaki. Do tego zadania zawsze przystępuje spora grupa załogantów – dwadzieścia lub nawet trzydzieści osób. Chętnych nigdy nie brakuje, ale gdyby kiedyś zabrakło, zawsze można wyznaczyć kilka osób na ochotnika. Podczas jubileuszowego rejsu plac Kaszubski otrzymał własną tabliczkę ze stosowną nazwą. Od tej chwili każdy, kto kiedykolwiek odwiedzi żaglowiec, od razu zorientuje się, gdzie to jest. Podczas uroczystości odsłonięcia tabliczki nie zabrakło daru dla Króla Artura – na drzwiach kabiny kapitana zawieszona została tabliczka z napisem „Camelot". Artur Król zasłużył sobie na takie wyróżnienie nie tylko z powodu nazwiska.
Łaskawy Bałtyk
Bywają żaglowce dobre i złe, pechowe i szczęśliwe, nawietrzne i zawietrzne, zwrotne lub leniwe, miękkie albo twarde. Zygmunt Choreń, główny projektant „Daru Młodzieży", to światowy autorytet w dziedzinie żaglowców. Ale chyba nawet on nie mógł przewidzieć, jak będą się sprawowały na wietrze wszystkie maszty i reje, salingi, pajęczyna takielunku stałego i ruchomego, wanty i sztagi, wszystkie szoty, brasy, gejtawy i gordingi. Zapewniam was, „Dar Młodzieży" zachowuje się na morzu fantastycznie. Podczas naszego rejsu do Oslo warunki były wyjątkowo przyjazne. Bałtyk przyjął nas słońcem i wiatrem dochodzącym w porywach do sześciu stopni Beauforta. Sporą część trasy udało nam się pokonać pod żaglami. Nawet gdy wiało w twarz, morze było gładkie jak stół, a fregata mknęła po fali ze średnią prędkością od 7 do 8 węzłów. Niekiedy jechaliśmy powyżej 10 węzłów. Dzięki sprzyjającym wiatrom i niezłym przebiegom, wszędzie byliśmy przed czasem, co pozwalało na wciśnięcie w napięty plan dodatkowych atrakcji.
Kapitan Artur Król wyraźnie lubi, gdy żaglowiec płynie pchany wiatrem. W trakcie dziewięciu dni rejsu przez kilkadziesiąt godzin fregata pyszniła się niemal wszystkimi żaglami. Jeśli jeszcze nie zdarzyło wam się tańczyć pod gwiazdami i rozpostartymi nad głową żaglami, to uwierzcie, że tak właśnie wgląda żeglarskie szczęście.
Labirynty i tajemnice „Daru Młodzieży"
Sto metrów po pokładzie, dwa poziomy pod pokładem, na dziobie mesa załogowa, na rufie mesa oficerska, na prawej burcie kubryki dla pań, a na lewej dla panów. Łazienki i toalety na niższym poziomie. Jeśli myślicie, że nie sposób zgubić się na „Darze Młodzieży", jesteście w błędzie. Wystarczy wyjść spod prysznica i skręcić w niewłaściwą stronę, a wyląduje się przed wejściem do pomieszczenia sąsiadów.
Kubryki to miejsca mieszkalne i przestrzeń życiowa dla 150 osób. Na „Darze Młodzieży" mamy kubryki dziesięcio- i dwudziestoosobowe. Bywalcy mają swoje ulubione kubryki i ulubione koje. Niektóre mają nawet swoje nazwy, znane jedynie wtajemniczonym. Jedne miejsca są ciche, poukładane i tak bezpieczne, że aż ciut nudne. W innych ciągle coś się dzieje, gwary i śmiechy nie milkną prawie nigdy – nawet gdy kubryk zamieszkują załoganci starsi niż sam żaglowiec. Mało kto wie, że zanim przyjęto taką aranżację wnętrza, wśród twórców i projektantów fregaty trwała ostra dyskusja. Była to wojna o tradycję pod tytułem: hamaki czy koje (na „Darze Pomorza" studenci spali w hamakach zawieszonych w jednym pomieszczeniu). Owa dyskusja toczyła się przez wiele miesięcy, począwszy od lipca 1978 roku, czyli od chwili, gdy powstał projekt nowego żaglowca. Ustalono wtedy, że „Dar Pomorza" będzie gładkopokładową fregatą o długości całkowitej 105,4 metra (z bukszprytem), o zanurzeniu sześciu metrów i masztach o wysokości: fokmaszt i grotmaszt – 49 metrów, stermaszt – 40 metrów. Statek ma aż 26 żagli, w tym 14 rejowych, jeden gaflowy, 11 żagli trójkątnych (wraz z lataczem). Razem to 3015 metrów kwadratowych powierzchni. Można tym przykryć niejedno boisko piłkarskie.
Na żaglowcu z opresji zdrowotnych ratuje załogantów pielęgniarka, a w cięższych sytuacjach – lekarz. Mamy telewizor w mesie i pokoju klubowym. Ciepłą wodę pod prysznicem. Dwa silniki spalinowe Cegielski-Sulzer po 750 KM każdy i śrubę napędową nastawną. Fregata rozwija bez żagli prędkość ponad 12 węzłów. Ale chief engineer i jego współpracownicy dbają także o wiele innych urządzeń. Dzięki nim pracują zamrażarki i chłodnie, działa klimatyzacja oraz mnóstwo innych urządzeń, o których na co dzień nie chce nam się nawet myśleć. Dopiero gdy coś odmówi posłuszeństwa, biegniemy z problemem do mechanika. Najnowszą chlubą Jarosława Dąbrowskiego, głównego mechanika na „Darze", jest odsalarka, znakomicie działające urządzenie polskiej produkcji. Dzięki tej zdobyczy zamontowanej w schludnej, pomalowanej na biało i zielono maszynowni, mogliśmy się kąpać bez ograniczeń, więc z jubileuszowego rejsu wróciłam nie tylko szczęśliwa, ale też czysta. Po prostu niebywałe.
W stolicy wikingów
Już około 60 mil przed wejściem do Oslo na pokładzie pojawił się pilot. Pod jego czujnym okiem żaglowiec wprowadzony został w głąb fiordu, nad którym rozłożyła się stolica wikingów. Cumujący przy nabrzeżu „Christian Radich", szkolny żaglowiec Norweskiej Marynarki Handlowej, z charakterystycznym galionem ubranym w niebieską suknię kobiety, do momentu wpłynięcia polskiej fregaty był niewątpliwie najpiękniejszym i najokazalszym żaglowcem w całym porcie. Ten urodziwy jacht zbudowany w latach 30. XX wieku, znany jest z filmów i ma na koncie wiele żeglarskich sukcesów. Jednak przy „Darze Młodzieży" wdzięk norweskiego żaglowca przybladł.

Zgodnie z tradycją, cumujący w Oslo zaledwie przez dobę polski żaglowiec został na kilka godzin udostępniony zwiedzającym. A my ruszyliśmy w tym czasie do miasta, by podziwiać fantastycznie zachowane łodzie wikingów, niezwykłą tratwę „Kon-Tiki" i sławny z wypraw do Arktyki i Antarktyki statek „Fram". Żaglowiec przystosowany do podróży wśród lodowych pól zrobił na nas wrażenie nie mniejsze niż temperatura w Oslo przekraczająca w maju tego roku 30 stopni Celsjusza. Tak przyjazna aura wiosną na dalekiej północy i spory zapas czasu sprawiły, że kapitan postanowił sprawić załodze niespodziankę. Po oddaniu cum i pożegnaniu norweskiej stolicy „Dar Młodzieży" pokonał kilkadziesiąt mil na silniku, a potem rzucono kotwicę i niesforna brać dziennikarska zesłana została w szalupach ratunkowych na piknik na urokliwym skalistym brzegu. Była to okazja, by sprawdzić naszą karność. Dzięki „zesłaniu" mogliśmy sycić się do woli fantastyczną dziką przyrodą i podziwiać najpiękniejszą fregatę w promieniach zachodzącego słońca.

A skoro już o sytości mowa... Każdy potwierdzi, najlepsze jedzenie jest u mamy, a jeszcze lepsze tylko na „Darze Młodzieży". Cztery posiłki dziennie, chleb prosto z pieca, zupy, przystawki, kompociki, desery, nocne porcje. Ten tatar przy świetle księżyca, pomidorówka łagodnie falująca na talerzu, wędzone ryby i ciepłe drożdżówki – panowie kucharze, czapki z głów! Obieranie ziemniaków do waszych dzieł sztuki kulinarnej to prawdziwa frajda.
Katarzyna Skorska, Polskie Radio
Fot. S.Dynek

czwartek, 11 kwietnia 2013

Torpedy na dnie zatoki Gdańskiej.

Marynarka Wojenna prowadzi na Zatoce Gdańskiej akcję podjęcia niemieckich torped ćwiczebnych pochodzących z okresu II wojny światowej. Dotychczas podjęto 2 parogazowe torpedy ćwiczebne typu G7 kalibru 533 mm. W operacji uczestniczy niszczyciel min ORP „Mewa" oraz marynarze z Grupy Nurków-Minerów 13 Dywizjonu Trałowców. Akcja rozpoczęła się we wtorek, 9 kwietnia i potrwa do piątku, 12 kwietnia.
http://www.youtube.com/watch?v=0WwMB0QvMno&feature=youtu.be